wtorek, 9 sierpnia 2016

Rozdział 2

W drzwiach stali państwo Parkinson. Violeta ubrana była w czarną suknie, a jej piękne czarne włosy z blond pasemkami opadały na plecy. Arkadiusz przybył w MUGOLSKIM garniturze, a jego brązowe włosy były krótkie i modnie scięte.

- Yyyy… Dzień dobry – powiedziała zdziwiona na ich widok Hermiona – W czym mogę państwu pomóc?

- Dzień dobry Hermiono, my przyszliśmy powiedzieć Ci prawdę. – rzekła spokojnie Violeta 
– Prawdę? Jaką prawdę? – zapytała myślący w tym czasie, że oni przecież nie mogą być jej rodzicami.

- Prawdę o Tobie. Prawdę o tym kim jesteś. – powiedział dostojnym głosem Arkadiusz

- A kim jestem? – spytała nastolatka

- Córką naszych przyjaciół. – powiedziała kobieta

- A… A dlaczego oni nie przyszli tylko przysłali państwa? – zapytała

- Ich pojawienie się tu mogłoby spowodować przybycie aurorów lub Zakonu. A tego nie chcesz, prawda?

- Ma pan rację. Nie chcę tego. A czy mógłby pan mi powiedzieć kim oni są?

- Sama się dowiesz. Za chwilę się do nich teleportujemy. Spakuj swoje rzeczy, a my wyczyścimy pamięć mugolom. – powiedział mężczyzna

- O nie nikt nie będzie ani mi, ani mojej żonie czyścił pamięci. Ja chce to wszystko pamiętać! – rzekł George – Wtargnięcie na czyjąś posesje jest karalne! Wynoście się i nie wracajcie albo wezwę policje!

- Niech się pan nie denerwuje – powiedział spokojnie pan Parkinson – znikniemy tak szybko jak się pojawiliśmy. Tylko Hermiona się spakuje.

- Ona nigdzie z wami nie pójdzie, zostanie z nami i będziemy znów szcześliwą rodziną. – krzyknęła pani Granger

- Pójdę z nimi! Zrozumcie że chce poznać swoich biologicznych rodziców, ale nie zamierzam tracić z wami kontaktu. Będę was odwiedzać, bo to wy mnie wychowaliście i zawsze będziecie moimi rodzicami. Zawsze będziecie dla mnie bardzo ważni, ale chcę poznać powód dla którego żyłam z wami 17 lat. Mimo wszystko bardzo was kocham i przepraszam za to co powiedziałam wcześniej. – przemówiła pojednawczym tonem nastolatka

- Nic się przecież nie stało Hermiono, rozumiemy że był to dla Ciebie ciężki dzień i mogłaś być na nas zła, że nie powiedzieliśmy Ci prawdy. Nie jesteśmy źli, że tak zareagowałaś to też nasza wina, gdybyśmy Ci wcześniej powiedzieli prawdę, Twoja reakcja na pewno byłaby inna. – odezwała się spokojnie Jean – Rozumiemy też, że chcesz poznać biologicznych rodziców, ale nie chcemy żebyś o nas zapomniała. Pragniemy się z Tobą spotykać i wiedzieć co u Ciebie. Mamy nadzieje, że Twoi rodzice nie zabronią Ci tego, bo my tez Cię kochamy jak własna córkę.

- W tej kwestii oni nie maja nic do powiedzenia. Zostawili mnie u was, więc niech się teraz nie dziwią, że chce mieć z wami kontakt po tych wspólnie spędzonych 17 latach życia. – powiedziała dziewczyna – A teraz wybaczcie mi na moment ale idę się spakować, a i proszę państwa, państwo Parkinson żebyście nie kasowali im pamięci. Dobrze?

- Dobrze Hermiono… Ale Twoi rodzice raczej nie będą zadowoleni. – rzekł Alexander

- Nie muszą. Mogli mnie u nich nie zostawiać, teraz nie mają wyjścia, będą musieli to zaakceptować. – powiedziała wchodząc po schodach do pokoju, gdzie spędziła ostatnie 17 lat życia. „Będę tęsknić…”- pomyślała dziewczyna wyjmując różdżkę – Pakuj – szepnęła, a do jej otwartego kufra wleciały wszystkie rzeczy, które posiadała. Złapała swoja walizkę i zeszła na dół mówiąc do państwa Parkinson. – możemy już iść…

- Dobrze, pożegnaj się, my poczekamy na zewnątrz – powiedział dostojnym głosem pan Parkinson, wychodząc z żoną.

Dziewczyna podeszła do Jean i mocno ją przytuliła.

- Odwiedzę was za niedługo – wyszeptała do jej do ucha

- Dobrze córeczko, dobrze – odpowiedziała jej kobieta, dziewczyna zbliżyła się do mężczyzny i jego rówinież przytuliła. Ten pocałował ją w czoło, szepcząc jej do ucha ciche „Będzie dobrze”

- Pa mamo, pa tato – rzekła dziewczyna przesyłając im całusa w powietrzu.

- Pa Hermiono. – powiedziało małżeństwo, gdy dziewczyna wychodziła

- Złap mnie za rękę. – odezwał się Arkadiusz – Teleportujemy się pod dwór Twoich rodziców.

- Dobrze – odpowiedziała Hermiona łapiąc dłoń mężczyzny w jedna rękę, a w drugiej trzymając swój kufer.

Poczuła nieprzyjemny ucisk w brzuchu, ale nie trwał on długo. Gdy poczuła grunt pod stopami otworzyła oczy i zobaczyła piękny zameczek z dużym zadbanym ogrodem, a na ławce w ogrodzie siedzieli…



1 komentarz:

  1. Robi się coraz ciekawiej. Pierwszy raz gdy zobaczyłam twojego bloga na onecie, a było to jeszcze dzisiaj. Pomyślałam, że znów blogger wyparł oneta. Ale chciałabym się zapytać, czy masz może konto na wattpad? Bo o wiele lepiej jest, na przykład mnie śledzić jakąś osobę na wattpadzie, niż na blogspocie.

    Parkinsonowie? Rodzice tego mopsa? Sorry Pansy. To określenie doskonale się określa. (Ta ślizgońska solidarność). Przyjaciółmi rodziców Hermiony?

    Okej. Lecę czytać dalej. daj znać jeśli masz konto na wspomnianym portalu społecznościowo - pisarskim : wattpad.com

    OdpowiedzUsuń